Jedna połowa to za mało…

1621758_672611849468474_1680189382_nW kolejnej odsłonie „Świętej Wojny”, która była jednocześnie zaległym meczem 16. kolejki PGNiG Superligi po raz kolejny zwycięska okazała się Iskra Kielce wygrywając 34:26 (20:13). O końcowym wyniku po raz kolejny w odstępie kilkunastu dni zaważyła beznadzieja pierwsza odsłona w wykonaniu podopiecznych Manolo Cadenasa. (foto: pawi.pl)

Dzisiejsze spotkanie było pierwszym z tych w których zawodnicy Wisły mieli odbudować mocno nadszarpnięte zaufanie kibiców i całego środowiska piłki ręcznej w Płocku. Pomimo kontuzji dwóch ważnych ogniw zespołu, których z gry wyłączyły kontuzje, Nafciarze udali się do Kielc z nastawieniem na walkę i sprawienie sensacji. Nikola Eklemović w dalszym ciągu narzeka na uraz barku po ostatniej odsłonie „Świętej Wojny”, a popularny „Big” pauzuje z powodu naderwaniu wiązadeł. Prognozuje się, że obaj zawodnicy będą do dyspozycji Manolo Cadenasa na pierwsze spotkanie TOP16 Ligi Mistrzów przeciwko MKB-MVM Veszprem. Ponadto okazję debiutu w płocko-kieleckich starciach otrzyma Janko Kević, który ma kierować poczynaniami ofensywnymi Nafciarzy.

Po przeciwnej stronie barykady trener Talant Dujszebajew podobnie jak szkoleniowiec Nafciarzy nie mógł skorzystać z kilku kluczowych zawodników. Na urazy wykluczające ich występ w dzisiejszym meczu narzekają Krzysztof Lijewski, Manuel Strlek i Zeljko Musa. Szczególnie brak chorwackiego skrzydłowego może okazać się znacznym utrudnieniem dla kielczan w poczynaniach defensywnych, gdzie Strlek odgrywał znaczącą rolę w systemie 5-1 na tzw. „jedynce”. Pomimo ubytków kadrowych Iskra ma na tyle wyrównany skład, że brak wcześniej wspomnianych graczy nie był, aż nadto widoczny.

Spotkanie dla Nafciarzy po raz kolejny nie rozpoczęło się tak jak mogliby tego życzyć sobie kibice niebiesko-biało-niebieskich. Kilka niewykorzystanych sytuacji sam na sam, słaba gra w obronie z Kamilem Syprzakiem na czele, którego rywale ogrywali jak juniora. W końcu w siódmej minucie meczu Manolo Cadenas poprosił o przerwę na żądanie, a Marcina Wicharego w bramce zmienił Marin Sego (6:3). Czas dla gości niewiele wpłynął na obraz gry. Iskra spokojnie utrzymywała trzybramkowe prowadzenie, a Wiślacy z mozołem budowali kolejne nieskuteczne ataki popełniając przy tym masę niewymuszonych błędów. Julen Aguinagalde dalej ośmieszał Syprzaka, który chyba zapomniał po raz kolejny wysiąść w Kielcach z autobusu, a Iskra zaczynała się „bawić” (11:5, 15 min.). W tym momencie poirytowany grą „Magic” poprosił o drugą przerwę dla swojego zespołu. Przerwa nie podziałała w dalszym ciągu na Wiślaków, a bramkarze do 19 min. gry obronili…jedną piłkę! Wisła dalej grała „bezjajecznie” nie podejmując nawet walki z rywalem. W 21. minucie gry po rzucie Michała Jureckiego w grze w osłabieniu płocczan przewaga gospodarzy wynosiła siedem trafień (14:7). Zdenerwowany postawą duetu Sego-Wichary Manolo Cadenas w 23. minucie wpuścił na plac gry młodego Adama Morawskiego, a show Iskry trwał. Wisła wyglądała jakby przyjechała po jak najmniejszy wymiar kary, a w jej grze nie było widać nawet cienia sportowej złości. Zespół próbował poderwać Adam Morawski swoimi dwoma skutecznymi interwencjami, ale do jego poziomu nie potrafili dopasować się koledzy. Ostatecznie pierwsze trzydzieści minut zakończyło się wynikiem 20:13 na korzyść gospodarzy, a gry Wiślaków nie dało się oglądać „na trzeźwo”.

Druga połowa rozpoczęła się od dramatycznie słabego rzutu z czystej pozycji Kamila Syprzaka, gospodarze zapisali na swoim koncie kolejne trafienie. Nafciarze dalej z mozołem budowali swoje akcje i bardzo ciężko przychodziło im zdobywanie kolejnych bramek. W 35. minucie gry po nareszcie skutecznym rzucie popularnego „Sypy” przewaga gospodarzy stopniała do pięciu oczek (21:16). W kolejnej akcji gra pasywna Iskry i skuteczna kontra Valentina Ghionei – straty zmniejszone do czterech bramek. Niestety trzy straty pod rząd Petara Nenadicia sprawiły, że gospodarze ponownie wyszli na siedmiobramkowe prowadzenie (24:17, 41 minuta). Nafciarze tego wieczoru nie potrafili znaleźć recepty na Karola Bieleckiego, który oddawał skuteczne rzuty niemal z każdej pozycji. Około 42. minuty na parkiecie pojawił się Marcin Wichary, który zapisał na swoim koncie udanych interwencji, a jego vis a vis Sławomir Szmal nie pozostawał dłużny. W kolejnych minutach byliśmy świadkami bardzo radosnego handballu’a w wykonaniu obydwu zespołów, a każda ze stron popełniła masę niewymuszonych błędów technicznych i raziła nieskutecznością czego skutkiem był wzięty czas przez Talanta Dujszebajewa przy stanie 27:21 (48 minuta). Na dziesięć minut przed końcem po rzucie z koła Ivana Nikcevia przewaga Iskry ponownie stopniała do czterech oczek, a zdenerwowany trener gospodarzy poprosił o kolejną przerwę na żądanie (27:23). Po przerwie zmieniliśmy styl obrony na 5-1, kolejną skuteczną interwencją popisał się Marcin Wichary, a drugą bramkę z rzędu zdobył serbski skrzydłowy (27:24). Niestety to było wszystko co mogli przeciwstawić Nafciarze tego wieczoru. Dwie bramki z rzędu Iskry i ponownie pięć oczek przewagi gospodarzy na pięć minut przed końcem (30:25). W dalszych fragmentach gry żadna ze stron zbytnio nie forowała tempa, a spotkanie zakończyło się kolejnym zwycięstwem Iskry 34:26.

Iskra Kielce – Wisła Płock 34:26 (20:13)

Napisał: Ciaras

Ktoś dla kogo Wisła to coś więcej niż klub. Wierny kibic-redaktor podążający za swoim zespołem po najdalszych zakątkach Europy. Jeden z twórców i pomysłodawców serwisu Nafciarze.info
Zobacz wszystkie artykuły tego użytkownika