Stracony punkt w Zagrzebiu

Niestety po bardzo przeciętnym meczu w naszym wykonaniu wyjeżdżamy z Zagrzebia z jednym punktem. Remis po 26 niestety musimy traktować jako punkt stracony a nie zdobyty bo przeciwnik był zdecydowanie do ogrania i tylko nasze błędy trzymały go w grze do końca spotkania.

Przed meczem sprawdziłem jakie są przewidywania bukmacherów co do wyniku spotkania i tu spotkało mnie spore zdziwienie bo w roli wyraźnego faworyta stawiany był nasz zespół. Biorąc pod uwagę niepewny występ Tina Lucina, uraz Sarmiento i słabą postawę drużyny w ostatnim domowym spotkaniu ligowym, wydawało mi się, że oceny bukmacherów są nazbyt optymistyczne. Podobne opinie miało kilku innych kibiców, z którymi miałem okazję konfrontować swoje przewidywania na to spotkanie.

Mecz zaczęliśmy w żelaznym ustawieniu trenera Sabate to jest m.in. z Pilipovicem w bramce czy Daszkiem na prawej połówce jednak z jedną bardzo istotną zmianą – od początku no rozegraniu Kosuke Yasuhira a nie Dima Zythnikov. Spore zdziwienie choć wydawało się, że jest to manewr mający na celu wymęczyć środek obrony przeciwnika gdzie ustawieni są zawodnicy silni i rośli ale niekoniecznie mobilni. Warto zaznaczyć, że Dima cały mecz w Kwidzynie obserwował z ławki rezerwowych nie pojawiając się na parkiecie nawet na moment (zdawało się, że jest oszczędzany na kolejne spotkanie w lidze mistrzów). Od pierwszych minut zdajemy się być zespołem lepszym, grającym bardziej poukładany handball od gospodarzy u których poza Dibirovem nie wyróżnia się żaden zawodnik. Mimo to wynik ciągle oscyluje wokół remisu i nawet kiedy budujemy 3 gole przewagi to w kolejnych akcjach nie potrafimy docisnąć rywala i odskoczyć na bezpieczną przewagę. Bardzo dobrze prezentuje się Sonic na środku rozegrania, który indywidualnymi akcjami robi pozycje dla partnerów z zespołu skutecznie wykorzystywane przez zawodników pierwszej linii głównie Lovro Mihica i Abela Serdio. Poza Kosuke nasza druga linia nieco szwankuje: nieskuteczny jest Kosorotov, raczej bezbarwny Daszek. W efekcie tylko +1 na koniec pierwszej połowy.

Druga odsłona ma bardzo zbliżony przebieg do pierwszej z tym, że mimo lepszej postawy w obronie naszych zawodników, dużo gorzej funkcjonuje atak w efekcie czego wynik jest cały czas na styku. Nadal pozostaje wrażenie, że rywal jest słabszy i my ten mecz musimy wygrać. Niestety kilka błędów Kosuke (Dima cały czas na ławce, pojawia się jedynie na ostatnią akcję w ataku aby wyprowadzić do rzutu Kosorotova bo wcześniej ten nie miał wypracowanych dobrych pozycji do rzutu z drugiej linii), tradycyjnie słaby Pilipovic w bramce (dlaczego nawet na kilku minut szansy nie dostał Marcel Jastrzębski?) i nie udaje się zdobyć kompletu punktów. Pozostaje cieszyć się, że mecz kończy się remisem i nie pozwalamy gospodarzom na odrobienie do nas punktów w tabeli grupy A. Niedosyt jest jednak ogromny a kilka decyzji trenera do późnych godzin wieczornych jest szeroko komentowanych w handballowym środowisku (obsada bramki, niezrozumiały manewr z Daszkiem i Krajewskim na prawej stronie przy długiej zmianie do ławki podczas gdy ten pierwszy jest wyraźnie pod formą od początku sezonu a na ławce siedzi głodny gry i dający na dziś więcej opcji Piroch a ten drugi wczoraj nie miał swojego dnia w obronie).

Jak to się „pięknie” mówi w piłkarskim światku: trzeba wyciągnąć wnioski z tego spotkania i iść dalej. Teraz dwa mecze u siebie: najpierw w sobotę ligowe starcie z Gwardią a potem creme de la creme pierwszej części sezonu czyli starcie z Veszprem! Nie wyobrażamy sobie aby nie było kompletu na czwartkowym starciu w lidze mistrzów – jeśli ten mecz nie przyciągnie tłumów to już chyba nic tego nie zrobi. Bierzcie znajomych, rodzinę i widzimy się na hali!

Napisał: Pelnomocnik-ds.-pelnomocnictw

Zobacz wszystkie artykuły tego użytkownika