To była walka!

Było blisko. W pierwszej w tym sezonie „Świętej wojnie” kibice zgromadzeni w Orlen Arenie byli świadkami kapitalnego widowiska. O zwycięstwie decydowały detale. Ostatecznie goście z Kielc zdobywają płocką twierdzę i wygrywają z Wisłą 30:31(15:17).

Ależ to był mecz! Rywalizację z wysokiego C rozpoczęli gospodarze, którzy po dwóch bramkach Jose De Toledo otworzyli wynik spotkania. Po płocczanach widać było, że zrobią wszystko, żeby zatrzeć złe wrażenie po ostatnich występach na europejskiej arenie. Pomimo mnóstwa energii na parkiecie, po zawodnikach z Płocka widać było  pewną nerwowość. Konsekwencją tego po dziesięciu minutach spotkania było prowadzenie gości. Swoje akcje rozgrywali z wyrafinowanym spokojem. Na uwagę zasługują szczególnie Krzysztof Lijewski i Mariusz Jurkiewicz, którzy skutecznymi rzutami z drugiej linii udowodniali swoją wysoką dyspozycję. Po stronie gospodarzy wyróżniali się Adam Morawski i Valentin Ghionea. Niestety w pewnych momentach pierwszej połowy spotkania wyraźnie szwankował atak pozycyjny. Pomimo, że wynik oscylował w granicach remisu, to ostatecznie Vive schodziło na przerwę z nieznacznym, dwubramkowym prowadzeniem.

Druga połowa to najwyższy europejski poziom. Naprawdę, takich Nafciarzy nam brakowało. Kapitalne akcje, trochę szczęścia, mnóstwo determinacji, walka… charakter. W ważnych momentach świetnymi interwencjami próbował natchnąć Marcin Wichary. Ciężar zdobywania bramek brał na siebie Nemanja Obradović. Działała defensywa i choć w ataku pozycyjnym wciąż widać duże rezerwy, to udawało się płockim zawodnikom toczyć wyrównany bój z faworyzowanym mistrzem Polski. Mecz praktycznie do samego końca oscylował wokół remisu. Niestety, w kluczowym momencie (nie pierwszy raz) na siódmym metrze zawiódł Valentin Ghionea, swoją drogą – po fantastycznych zawodach zakończonych 11 golami. Kielczanie zachowali w końcówce więcej zimnej krwi i ostatecznie zwyciężyli 30 – 31.

A Wisła? Nareszcie dała kibicom powody do umiarkowanego, ale zawsze optymizmu. Przy odrobinie szczęścia to my cieszylibyśmy się ze zwycięstwa. Decydował jeden rzut. Nafciarzy jednak należy pochwalić za walkę do samego końca, która będzie zapamiętana. 

opracował: Kobe Stark