PP: walcząca Wisła przegrywa w finale

wisla-iskra_90

Szczypiorniści Wisły Płock niezwykle ambitnie walczący w finale Pucharu Polski w Legionowie przegrali z obrońcami trofeum – Iskrą Kielce 27-28 (12-14) (foto: skibek.pl).

Od pierwszej minuty spotkanie dwóch najlepszych polskich ekip było niezwykle wyrównane. Na każdą bramkę Nafciarzy chwilę później odpowiadali kielczanie, czego skutkiem był wynik 4-4 po siedmiu minutach gry. Po raz kolejny znakomite zawody w płockiej bramce rozgrywał Marin Sego, który raz za razem odbijał rzuty rywali nawet w sytuacjach „sam na sam”. Pierwsze prowadzenie (6-5) Iskra objęła w 10. minucie meczu, kiedy chorwackiego bramkarza Wisły pokonał Zejlko Musa. Chwilę później odpowiedział mu z rzutu karnego Valentin Ghionea i na tablicy świetlnej ponownie pojawił się remis. Podopieczni Krzysztofa Kisiela znakomicie radzili sobie w defensywie, często konsekwentnie grając w ataku pozycyjnym, czego w ostatnim czasie wyraźnie brakowało. Najmniej cierpliwości w ekipie Nafciarzy miał Nikola Eklemović, który trzykrotnie rzucając, tylko raz pokonał Sławomira Szmala. Dobra gra obronna obu ekip skutkowała niskim wynikiem po piętnastu minutach gry, kiedy to kielczanie prowadzili 7-6, kilka chwil później było 8-7 po bramkach Urosa Zormana i ponownie Valentina Ghionei z karnego oraz 9-8 (trafienia Olafsona i Kubisztala). Do remisu 9-9 doprowadził Adam Wiśniewski dobijając piłkę po kolejnym karnym rumuńskiego skrzydłowego Wisły. Po dwóch z rzędu trafieniach podopieczni Bogdana Wenty prowadzili 12-10, ale kontaktowa bramka była dziełem Gadżeta, który wyspecjalizował się w ponawianiu akcji po niecelnych rzutach kolegów lub skutecznych interwencjach Sławomira Szmala. Piąta bramka Adama w meczu zdobyta na sześć minut przed końcem pierwszej części  dała Wiśle remis 12-12 . Grając w przewadze Michał Kubisztal nie potrafił pokonać Szmala, co momentalnie się zemściło i zamiast prowadzić 13-12, Nafciarze przegrywali w takim właśnie stosunku. Po drugiej stronie parkiecie znów błysnął Marin Sego, jednak ataku ponownie nie trafił Kubeł. Wiślacy walczyli nawet w parterze, czego symbolem był rzucający się na parkiet za uciekającą piłką Ferenc Ilyes. Chwilowa indolencja płocczan w ataku skutkowała ponownym odskoczeniem rywala na dwa trafienia (12-14). Fantastyczna parada Kasy po rzucie Węgra oraz zatrzymanie Manuela Strleka przez Marina były ostatnimi akcentami pierwszej połowy meczu, które nafciarze przegrali 12-14.

Drugie trzydzieści minut Wiślacy rozpoczęli z nowym skrzydłowymi: Ivanem Nikceviciem i Christianem Spanne, który w pierwszej akcji spalił swoją próbę. Chaotyczną akcję w ataku skutecznie zakończyli kielczanie, co pozwoliło objąć im do tej pory najwyższe, trzybramkowe prowadzenie (15-12). Dwie fantastyczne interwencje Marina, w tym jedna „oko w oko” z Ivanem Cupiciem budziły najwyższe uznanie i nadal dawała nadzieje na korzystny wynik. Nafciarze od kilku dobrych minut stanęli jednak w ataku, czego dowodem jest dziesięć minut bez zdobyczy bramkowej. Trafienia Cupicia po kolejnej kontrze i Zormana po ataku pozycyjnym dały wynik 17-12 dla ekipy z Kielc. Wówczas na lewym rozegraniu pojawił się Piotr Chrapkowski, który od razu popełnił błąd kroków, a Michał Jurecki po szybkim wznowieniu zmusił Sego do wyciągania piłki po raz osiemnasty. Chcąc marzyć o Pucharze Polski, nie można nie trafiać do bramki rywala przez ponad dwanaście minut! Pierwsze trafienie w drugiej odsłonie meczu zdobył dopiero po 6 minutach i 30 sekundach Ivan Nikcević. Po trafieniu z karnego Ghionei na 14-19 Krzysztof Kisiel zmienił obronę płocczan na 5-1 z wysuniętym Nikceviciem, co niemal natychmiast przyniosło efekt w postaci przechwytów i dwóch trafień Ivana. Serię Wisły przerwał Denis Buntić wyprowadzając swój zespół ponownie na czterobramkowe prowadzenie: najpierw 20-16, następnie 21-17. Na parkiecie swoją szansę dostał Kamil Syprzak. Wiślacy mieli swoją szansę na dojście rywala na dwie bramki, ale biegnący do podania na kontrę Ivan Nikcević w trudnej sytuacji nie pokonał Szmala, na co niestety skutecznie odpowiedział po raz kolejny Denis Buntić (18-22). Ivan nie chcąc być dłużny trafił po raz trzeci i został zastąpiony przez Wiśniewskiego, który zaraz po wejściu na parkiet trafił na 20-22. Nadzieje znów odżyły. Niestety kilka chwil później najpierw trafił Mateusz Jachlewski, później w ataku faulował Nikola Eklemović, a na koniec Marina pokonał Tomasz Rosiński. Swoje pierwsze trafienie w meczu zanotował Kamil Syprzak, z karnego znów nie pomylił się Ghionea, a powracający jak bumerang Nikcević bronił jako wysunięty obrońca. Szczęście sprzyjało kielczanom, którzy w kuriozalny sposób rzucili na 25-22 i przy okazji wykluczyli Adama Twardo. Kolejne minuty grane w osłabieniu przez jedną z drużyn lub dwie jednocześnie toczyły się w sposób „bramka za bramkę”. Na 25-27 znów z rzutu karnego trafił Ghionea, w identycznej sytuacji po drugiej stronie nie sprawdził się Ivan Cupić, a Wiślacy ponownie za sprawą Valentina zbliżyli się na jedną bramkę (26-27). Na dwie minuty przed końcem nie pomylił się Mateusz Jachlewski, a niestety bramki nie zdobył Michał Kubisztal. Czerwonymi kartkami na nieco ponad pół minuty przed końcowym gwizdkiem ukarani zostali Kamil Syprzak i Rastko Stojković, a Wiślacy ostatecznie przegrali 27-28 (12-14). Dziękujemy za walkę panowie!

Wisła Płock – Iskra Kielce 27-28 (12-14)

Wisła: Sego –  Ghionea 9 (8k), Wiśniewski 6, Nikcević 3, Toromanović 2, Eklemović 2, Syprzak 2, Spanne 1, Kubisztal 1, Kavas 1, Twardo, Chrapkowski, Ilyes.

Iskra: Szmal, Losert – Zorman 4, Buntić 3, Lijewski 3, Stojković 3, Jurecki 3, Jachlewski 3, Cupić 3 (1k), Olafsson 2, Rosiński 2, Bielecki 1, Musa 1,  Strlek.

Zachęcamy do głosowania na zawodnika meczu Wisła – Iskra w ankiecie po prawej stronie!

 

Napisał: Ciaras

Ktoś dla kogo Wisła to coś więcej niż klub. Wierny kibic-redaktor podążający za swoim zespołem po najdalszych zakątkach Europy. Jeden z twórców i pomysłodawców serwisu Nafciarze.info
Zobacz wszystkie artykuły tego użytkownika