Cuda, cuda

Nikt się nie spodziewał, że ten pomikołajkowy czwartek obrodzi nam w takie cuda:

11:00 – na stronie pojawia się artykuł wytykający słabą komunikację klubu z kibicami

13:00 – w komentarzach wywiązuje się ciekawa dyskusja

15:00 – Cud numer 1: po pół roku ciszy ożywa Facebook prezesa

16:00 – Cud numer 2: pojawia się informacja o kontuzjowanych zawodnikach

20:00 – Prezes pojawia się na sektorze za bramką

20:30 – Cud numer 3: Prezes łapie za mikrofon i mówi po węgiersku

21:15 – Cud numer 4: Trener ordynuję grę 7 na 6 (widzianą wcześniej w naszym wykonaniu jedynie sporadycznie i typowo zadaniowo), która przynosi znakomite rezultaty

21:30 – Cud numer 5: Rozjeżdżamy wielkie Veszprem 7 golami do przerwy!

21:50 – Cud numer 6: Zatrzymujemy szaloną pogoń gości, którzy dochodzą w pewnym momencie już tylko na 3 trafienia i znów zaczynamy budować naszą przewagę

22:15 – Cud numer 7 [tak zwany Cud na Cudami] – wygrywamy z Veszprem utrzymując przewagę wypracowaną w pierwszej połowie!

Oczywiście powyższe traktować należy z lekkim przymróżeniem oka. Chociaż tak pomyślałem, iż trochę żal, że w poprzednim artykule nie wytknąłem braku zakontraktowania Diki Mema. Gotowe to się było jeszcze wczoraj spełnić.

Fakty są takie, że jako zespół zagraliśmy fantastyczne zawody: byliśmy skuteczni, graliśmy szybko w ataku, pomagała bramka i to zarówno Marcel jak i Mirko, znakomity w rozegraniu był Zarabec, Fazekas i Lucin równie świetni, swoje dokładali pozostali. Wszystko się układało. Czapki z głów, ukłony i słowa uznania. Był to z pewnością jeden z tych meczy, o których będzie się mówiło przez długie lata.

Zapisujcie się teraz na Kielce aby z przytupem zamknąć ten kalendarzowy rok!

Napisał: Pelnomocnik-ds.-pelnomocnictw

Zobacz wszystkie artykuły tego użytkownika