Powtórka z rozrywki

13148121_1180517485322211_58146542_o

Od pięciu lat przeżywamy ten sam scenariusz, nadzieja i wiara, ściera się z bezradnością i załamaniem. Czy dzień jutrzejszy będzie podtrzymaniem tej tradycji, a może, w końcu nadejdzie lepsze jutro?

Niebiesko-biało-niebiescy tradycyjnie przystąpili do najważniejszego meczu osłabieni, hiszpański szkoleniowiec Manolo Cadenas, nie mógł skorzystać z usług: Adama Wiśniewskiego, Dana Racotei, Mateusza Piechowskiego, Bartosza Konitza, Marco Oneto, z uwagi na limit zawodników z spoza Unii Europejskiej, w pierwszym spotkaniu José De Toledo oglądał poczynania swoich kolegów, za ławki rezerwowych.

Spotkanie dla Nafciarzy rozpoczęło się znakomicie, po skutecznej obronie i kontratakach na tablicy widniał wynik 0:3, były to jednak miłe złego początki. Kielczanie za sprawą Michała Jureckiego (w danym fragmencie rzucił 3 bramki) szybko jednak zniwelowali straty, a już w 9 minucie za sprawą Tobiasa Reichmanna wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali go końca meczu.

Po 15 minutach, podopieczni Talanta Dujszebajewa, prowadzili z Wisłą 10:8, wynik oscylujący w granicach remisu, pozwalał wierzyć w wyrównaną i ciekawą walkę do końca pierwszej połowy. Jak się okazało, straty, poparte słabą grą w obronie i na samym rozegraniu, w konsekwencji przyczyniły się, do druzgocącego rezultatu 23:14.

Wynik ten dobitnie obrazował, funkcjonowanie obrony, w tym także bramki, Rodrigo Corrales (0% 0/8, 0/0 k) i Marcin Wichary (18% 3/15, 0/2 k) co i rusz, wyjmowali piłkę z siatki. Brak jakości, widoczny był również w grze pozycyjnej, indywidualne zagrania, brak pomysłu na grę spowodowały, że mecz został rozstrzygnięty po 30 minutach.

Druga połowa, to jeszcze większa przewaga kieleckiego zespołu, po bramce Julena Aginagalde, kielczanie, prowadzili różnicą 10 bramek. Na całe szczęście, zapewne z uwagi na niedzielne spotkanie, gospodarze nie forsowali tempa, grając na stojąco, gubiąc piłki, eksperymentując ustawienie na rozegraniu, z Ivanem Cupicem, Nafciarze przy lepszej obronie i postawie Marcina Wicharego (28% 7/21, 0/4 k), w mniejszym stopniu wyretuszowali wynik z pierwszej połowy, ostateczne mecz zakończył się rezultatem 35:29.

Vive: Szmal, Sego – Jurecki 8, Reichmann 5 (3k), Chrapkowski 1, Kus, Aguinagalde 5, Jachlewski 1, Strlek 5 (1k), Lijewski 4, Paczkowski 1, Zorman 1, Cupić 4 (2k).

Wisła: Wichary, Corrales – Daszek 4 (1k), Pusica 1, Ghionea 5 (1k), Rocha 6 (1k), Montoro 1, Tarabochia 3 (1k), Olkowski, Nikcević 3, Zhitnikov 6.

Podsumowując dzisiejsze spotkanie, mamy nadzieję, że gorzej już być nie może…